Często dowiadujemy się o złym traktowaniu zwierząt przez zwyrodnialców w naszym kraju.Zamęczone psy,porzucone,poranione koty,zabite konie…
Category: Pies
Dobry psi przyjaciel
Każdy,kto raz miał psa i chce znów miec przy swym boku czworonożnego przyjaciela;marzy o psie którego kiedyś widział-zapamietał ,poznał,minął na spacerze…takiego,którego ma znajomy,sąsiad czy takiego,który przypomina poprzedniego .
Każdy pies,powinien byc traktowany indywidualnie,kazdy pies ma inny charakter.nie jest nigdy ,,lustrzanym”odbiciem poprzedniego czy podobnego z wyglądu czy z rasy.
Bo dobry pies to taki,z którym możemy WSZYSTKO:możemy podróżowac,spacerowac bez obawy o ataki czy gwałtowne utarczki z innymi psami;dobry pies to taki,który nie tylko daje Ci poczucie spełnienia,spokoju i ta pewnośc,że on właśnie on, zawsze bedzie lojalnie przy tobie;dobry pies to takie,który umie sie dostosowac do każdej sytuacji przy Tobie;to taki,którego Ty ,,czujesz” .
Dobry pies to pies skupiony na Tobie,który zawsze ,,zerka” na Twoje reakcje,który nie zrobi głupstwa bez Twojej wiedzy-choc nigdy nie był szkolony.To taki pies,z którym rozumiecie sie bez słów-mowa niewerbalna:gesty,ruchy,nastrój,spojrzenie wystarczą.I to w obie strony.
Dobry pies nie musi umiec sztuczek,nie musi chodzic na treningi;ważny jest jego charakter i najlepsze cechy wydobyte i utrwalone przez człowieka:
Dlatego tak ważne jest kształtowanie charakteru dobrego psa,już w okresie szczeniecym i utrwalanie dobrych cech,niwelując złe.
Mam wrażenie,że pośpiech,bylejakośc,brak zaangażowania powoduja,że ludzie za dużo czasu poświecają tresurze,szkoleniu,niż prawdziwej wiezi jaka może ich łączyc z psem.
Dobry pies ,,czuje” człowieka,rozumie jego intencje,nawiązuje emocjonalną wież;zainteresowany tą wiezią człowiek,sam drąży w tych relacjach,pogłebia ją,poznaje,utrwala;poznając ją-nabiera wiedzy,uczy sie,pogłebia swoje emocje,rozwija sie.
Jeśli nie czujesz wiezi z psem,nie umiesz jej nawiązac-nie mecz siebie i jego.
Jeśli pies jest ci potrzebny tylko do sprawowania jakiejś funkcji(nawet reprezentacyjnej)-nie kupuj psa.
Jeśli nie sprawia ci radości spacer z psem,nie cieszysz sie-gdy on jest szcześliwy-daj sobie spokój.
Jeśli pies to tylko dla Ciebie obowiązek ,meczy Cie jego sierśc,bałagan wokół,ciagłe karmienie i troska -nie kupuj psa.
Dobry pies to nie tylko rasa,cechy,wychowanie,warunki-to suma Twojej milości i Twojego nastawienia do świata a w szczególności do niego.
CHUDNIJ Z PSEM
Jeden z niedocenianych,prostych i starych sposobów na zrzucenie zbędnych kilogramów to spacery z psem.Mogą przybierać różną formę:od spokojnych długich/krótkich spacerów,po szybkie biegi,dalekie wyprawy czy aktywną jazdę na rowerze/rolkach/nartach z psem u swego boku.
Ważne by były regularne,nie za krótkie i byśmy my, oraz nasz pies,czuli po nich chociaż malutkie ,aczkolwiek przyjemne zmęczenie.
Do spacerów z psem wystarczą dobre buty ,smycz,odrobina czasu w ciągu doby i najbliższa przestrzeń.
Ważne też by odpowiednio dawkować spacer i jego formę do psa który nam towarzyszy.
Napewno wyczerpujących biegów nie należy uprawiać z bassetem czy buldożkiem,do tego idealnie nadają się np;teriery,husky czy charty.
Wyżej wymienione buldożki czy bassety to znakomici kompani do wspólnych zabaw,spacerów w wolniejszym tempie ,czy wypraw w celach kontemplacji pięknej,okolicznej przyrody.
Psy o zacięciu sportowym warto trzymać w czasie spaceru w szelkach,te bardziej ,,nieznośne" w kantarku-nigdy w kolczatce.
Nawet stary,zgnuśniały pies będzie znudzony obwąchiwaniem i widokiem ciągle tych samych miejsc-dlatego ważne,by spacery nie odbywały się zawsze wokół np .bloku-lecz by bywały urozmaicone.
Spacery powinny odbywać się zawsze,bez względu na pogodę.
To hartuje nie tylko nasz organizm ale też charakter.
Niektóre psy wręcz uwielbiają deszcz lub śnieg i wcale nie musi to być pies ras północnych by się w nim wytarzać,czasami chihuahua także lubi gdy coś zimnego spada mu z nieba na nos.
Spacerować może każdy:stary,młody,dziecko,gruby,chudy,bogaty,biedny…wystarczą dobre chęci i odrobina wysiłku by zwlec się z fotela przed TV
Ostatnim wiarygodnym przykładem skutecznej ,,spacerowej kuracji odchudzającej" jest autentyczna wypowiedż osoby w radio ,która po osiągnieciu 100kg za biurkiem, postanowiła ,,przetransformatować" swoje życie i po adopcji sponiewieranego boksera z fundacji,po 4 miesiącach waży już 80kg.Bez diety,wyczerpujących ćwiczeń czy suplementów.Wystarczyły codzienne 5 km spacery z psem,by pies i jego właściciel nabrali formy fizycznej i psychicznej ,przy okazji znakomicie się poznając,nawiazując unikalną więż
Pies to ruch,to wysiłek,to obowiązek,to antidotum na kształtowanie charakteru w czasach,gdy wszystko mamy ,,podane pod nos",gdzie nic nam się nie chce,gdy ciągle nie mamy czasu,gdzie wydaje nam się,że wystarczy karnet na siłownię i modne leginnsy by schudnąć…
Więc chudnijmy z psem!
Pole mokotowskie i Dwa Szcześliwe psy

Zwierzęta zbliżają się do nas
Ostatnio natykam się często na artykuły z sensacyjnymi wiadomościami na temat ,,dziwnych" ,a tym samym zaskakujących osiągnięć różnych zwierzaków.
To,że psy i koty -nie szkolone w tym celu -ratują swoich właścicieli lub dzieci przed niebezpieczeństwem,(wiedzione intuicją robią wszystko by pomóc człowiekowi)-nie jest już sensacją.
Np.nagranie ,gdy obcy pies napotkany na drodze, prowadzi auto policyjne na miejsce pożaru(niewidocznego z drogi);bezpański pies ratuje dziecko w basenie;kot budzi mieszkańców domu ,ostrzegając tym samym przed ulatniającym się czadem.
Ale gadające rosyjskie biełuchy(nagrane video) naśladujące mowę ludzką,gadający słoń w Zoo,czy małpa posługująca się narzędziami i nawiązująca silny kontakt z odwiedzającymi oraz inne przypadki świadczą,że niepostrzeżenie coś się zmienia.Być może ten wniosek jest zbyt pochopny-ale kto wie,może zwierzęta domowe i te,które ciągle przebywają z
ludżmi-też powoli,niezauważalnie ,,ewoluują":psy coraz łatwiej
przystosowują się do życia w miejskich warunkach,wręcz potrafią same w
nim funkcjonować;koty można ,,tresować",znakomicie odnajdują się w
domowych warunkach,są członkami rodziny ;małpy liczą i posługują się
narzędziami,słonie gadają,biełuchy także-może zwierzaki płynnie zajmują
nasze miejsce na drabinie osiągnięć.I nie jest to tylko kwestia oswojenia czy tresury-te zaskakujące zachowania wynikają ze ŚWIADOMYCH decyzji podejmowanych przez same zwierzęta.
Skoro nasza więż z domowymi pupilami ciągle się rozwija,pogłębia,może
dzieje się to obustronnie?
Nie tylko my-ludzie coraz szerzej rozumiemy i
poznajemy świat zwierząt,ale i One nasz….:)
co z tą modą

Niezrozumiałe nadeszły zmiany- ,,wślizgujące" się powoli,niezauważalnie i nagle po prostu istniejące,wybuchające z mniejszą lub większą siłą:
-od lata 90-tych,w modzie rządzą yorki i wszelkie maluszki-wszyscy już się do tego przyzwyczaili;
Jednak nadchodzi wielkimi krokami nowa era psów z krótkimi kufami.Od pewnego czasu,zauważalna (nie tylko w w mediach ) moda na buldożki francuskie,buldogi angielskie,mopsy lub bokserki ,nabiera na sile.Faktycznie na ulicach miast ,w parkach i innych miejscach kątem oka zauważam częściej buldożka,niżli inną rasę.Zza płotu mijanych posesji , coraz częściej ujadają ochrypłym głosem buldogi.
Skąd ta moda przyszła,czym jest podyktowana,….? nie wiem….
-może to zapowiedż upadku salonów kosmetycznych dla yorczków,i innych długowłosych piękności.
-może to cicha walka,kontrpropozycja do poniższej rasy…(dla niektórych ze starszego pokolenia- różnie się kojarząca emocjonalnie)
Po dość udanym starcie serialu TVP o policjancie i jego psie-owczarku niemieckim o imieniu Max;jakoś mimochodem zauważam dość sporo malców owczarka niemieckiego-nie jakieś tam miksy czy owczarkopodobne-ulicami miast ,kroczą teraz kątowane do granic możliwości,puchate ,,prawdziwe niemieckie owczarki" ;zdziwione goldenki i labradorki,spłoszone yorki,weściki ,shi-tzu i maltańczyki-czyżby nadchodził czas dyscypliny,twardej rywalizacji,rygoru i walki?
No bo owczarki niemiecki-to rasa od zadań specjalnych:doskonały stróż,wspaniały tropiciel,lojalny przyjaciel,wyjątkowo gorliwy obrońca,pomocnik,ratownik-twardy i wytrzymały, bardzo wszechstronny;
Szkoda,że zmanierowany cechami rasy(wady układu kostnego,dysplazja,wady kręgosłupa);często hodowany wsobnie;lub mieszany z nieokiełznanymi miksami -za 10-20 lat zasili schroniskowe szeregi.
No chyba,że teraz w walce o rosnącą popularność wygrają flegmatyczne,ciepłolubne,chrapiące buldożki,mopsiki i bokserki-nie nadające się na ,,wartowników i obrońców"domów,mające zupełnie inny temperament i ogólnie bardziej olewające,,spojrzenie" na świat.
Mam nadzieję,że stare yoreczki i labradorki, mogą spać spokojnie,nie martwiąc się modą i tym samym o swoje miejsce na kanapie.
ze wsi do miasta
Na duże problemy,może natknąć się właściciel ,gdy razem z psem zmienia swoje środowisko ;z wiejskiego ,sielskiego na ,,miastowy"-pełen hałasów,zapachów,innego rytmu,oraz nieznanych bodżców ,z którymi pies wcześniej się nie spotkał.
Nigdy odwrotnie:pies wychowany w mieście,szybko odnajduje równowagę,(wręcz szczęście) w warunkach wiejskich-pod warunkiem,że nie jest przywiązywany do budy,lub pozostawiany sam sobie na wsi.
Pierwsze problemy to lęk lub agresja wynikająca ze strachu wobec nieznanych zwierząt-typu koń,krowa czy inne.
Drugi-to pobudzenie instynktu łowieckiego i gonitwy za kurami,kaczkami sąsiadów,czy innymi zwierzętami gospodarskimi,lub dzikimi przebywającymi w okolicy na polach,łąkach czy w lasach.
Z tymi problemami można sobie łatwo poradzić,budując solidne ogrodzenie wokół posesji,także poprzez przyzwyczajanie psa do przebywania w towarzystwie nieznanych mu wcześniej zwierząt;kontrola jego zachowań w czasie spacerów bez smyczy po okolicach.
W mieście pies wyrwany ze środowiska wiejskiego,musi przyzwyczaić się stopniowo do zupełnie innych zasad funkcjonowania w przestrzeni miejskiej.
Należy dostarczać psu bodżców,które powolutku będą go odczulać na nieznane(budzące lęk) -zawsze należy nagradzać za spokojne zachowanie.Pomocne mogą być kursy na Psa towarzysz ącego w dobrych szkołach ,prowadzące je metodą szkoleń pozytywnych.
Samodzielnie zacząć od wypraw po najbliższej okolicy.
Spokojne spacery po terenach osiedlowych,kontakt z innymi przyjaznymi psami(wybiegi dla psów),częste,krótkotrwałe pozostawianie spanikowanego psa przez sklepem;póżniej zwiększanie ilość dostarczanych bodżców-poprzez krótkie intensywne wędrówki wśród tłumów,przechodzenie na głośnych,migających sygnalizacjach,pod tunelami, przechodzenie mostami,jazda tramwajem,autobusem,wizyta na dworcu itp.Ciągle wymagać od psa skupienia się na sobie(nagradzać za dobre zachowanie),nie zwracania uwagi na ludzi ,czy ich dziwne zachowania lub sytuacje.Psa należy też przyzwyczajać do jazdy windą,do stromych schodów.Spacery dawkować w różnych porach dnia,po pewnym czasie włączając także wędrówki po zmroku,gdyż miasto nocą, wygląda i funkcjonuje inaczej.
Bardzo ważne jest, aby już od początku człowiek(właściciel) zachowywał się spokojnie ,nie nerwowo ,nie biegł ,nie uciekał,nie unikał przeszkód-wręcz odwrotnie.Każda przeszkoda musi być pokonana.
Należy dużo psa chwalić,wzmacniać,dopingować do działania.
Dla malutkich psów,rozwiązaniem są szeleczki;dla większych-kantarek-którego jestem zwolenniczką.
Oczywiście w miejscach ,gdzie przebywa bardzo dużo ludzi(place,promenady,biegające dzieci,należy psu zakładać wygodny kaganiec(tak by mógł w nim otworzyć pysk),oczywiście w autobusach ,tramwajach to niezbędny element wynikający z ogólnie przyjętych przepisów w komunikacji miejskiej.
Znam bardzo dużo przykladów psów,które bardzo ładnie ,,wpisały" się w krajobraz miejski i odnalazły się w nim,mimo wcześniejszych problemów.Długość tej asymilacji jest różna,zależy od cech dostosowawczych danego psa,jego indywidualnego charakteru,giętkości psychiki i przyswajania.
Oczywistym jest ,że np:ogar ,który całe swoje życie biegał po lesie i uczestniczył w polowaniach,czy owczarek kaukaski pilnujacy obejścia-dłużej będzie przyzwyczajał się do nowego otoczenia,niżli trzymany w domu malutki chihuahua . Ze względu na predyspozycje danej rasy,okres dostosowawczy przebiega u każdego psa inaczej.A życie w mieście,wcale nie oznacza gorszego -jeśli jest ciekawe ,zdrowe i bezpieczne dla człowieka i dla psa.
Nigdy nie wolno zrażać się pierwszymi niepowodzeniami-pies to niesamowite stworzenie,które naprawdę może więcej,niż nam się wydaje.
Dlatego zmiana warunków nigdy nie może być ,,wymówką" do porzucenia psa.
NIEZWYKŁA HISTORIA PEPE

wzruszająca historia adoptowanego amstaffa Pepe,opisana przez właścicielkę-Kamillę Relis(fot)
Miałem swojego człowieka, karmił mnie, pozwalał spać na kanapie, był
moim przyjacielem. Czas mijał, a ja byłem przekonany, że będzie tak już
zawsze. Nie było jednak. Nie wiem co się stało, jedyne co pamiętam to,
że przerzucili mnie przez wysoki płot, a potem był już tylko ból.
Znalazłem się w miejscu pełnym krat. Ludzie niby byli przyjaźni, ale
wszędzie było pełno innych psów, a ja nie lubię innych.
Wsadzili mnie do klatki, całe dnie spędzałem siedząc na budzie uwięziony na maleńkiej przestrzeni. Moja radość
powoli gasła, całymi dniami rozmyślałem gdzie są moi ludzie i co
takiego zrobiłem, że mnie nie chcą. Ci nowi ludzi nazywają mnie Żabą,
podobno od tego jak układam nogi jak leżę. Siedziałem tam bardzo długo,
nie było spacerów, każdy dzień był taki sam. Czasami przychodzili jacyś
obcy, ale stojąc przede mną wszyscy mówią coś o agresji, wielkim pysku i
krwiożerczych zębach, szkoda, że nie wiedzą, że wyłamałem sobie dwa
kły. Nie lubię jak przychodzą mnie oglądać. Chowam się wtedy w najdalszy
kąt i głośno szczekam, żeby sobie poszli. Pewnego dnia przyszła ona i
nie bała się mojego groźnego szczekania. Stała tak i stała, podskakiwała
z radości, wołała mnie do siebie. Nie wypowiedziała magicznych słów „
agresja” ani „ zabójca”, mówiła za to coś o pięknym i słodkim brudasie,
czy chodziło jej o mnie? Stałem i głośno na nią szczekałem, czekając aż
się znudzi i sobie pójdzie. Mówiła, że szczekam bardzo smutno jak stary
pies, a ja mam dopiero 7 lat… do starości jeszcze daleko! Podszedłem
trochę do przodu, ona mówiła do mnie jakby wiedziała, że ją rozumiem.
Mówiła o tym, że mam się nie bać, że nic mi nie zrobi, że się chyba
zakochała. Miłość za kratami? Nie sądzę. Podszedłem w końcu do krat. Ona
od razu wsadziła rękę i zaczęła mnie po grzbiecie. Jakie to było miłe! Nadstawiłem się, żeby było jej
wygodniej i westchnąłem z zadowoleniem. Powiedziała, że mam się nie
martwić, że ona wróci, że jeszcze nie wie jak to zrobi, ale na pewno mi
pomoże. Uwierzyłem jej i czekałam cierpliwie na kolejny dzień.
Następnego dnia rano człowiek, który zazwyczaj mnie karmił zabrał mnie
zza krat prosto do niej. Dostałem nową smycz i obrożę. Wyszliśmy ze
schroniska. Jak tam pachniało! A ja nie chodziłem na smyczy tyle czasu,
że chciałem być wszędzie!!! Moja nowa Pani ma na imię Kamila i całą
drogę prosiła mnie, żebym przestał tak ciągnąć, bo wyrwę jej rękę. Ale
jak można się opanować kiedy w końcu wyszedłem zza krat do prawdziwego
świata? Widziałem przerażenie w jej oczach kiedy nieprzerwanie
galopowaliśmy przez miasto do mojego nowego domu. W domu czekały na mnie
piękne pełne miski, pod stołem w kuchni znalazłem dla siebie posłanie.
Padłem wyczerpany po miejskiej przeprawie. Niestety nie był to koniec
atrakcji na dziś. Moja Pani mówiła, że jestem brudasem ( może troszkę
się zakurzyłem, ale bez przesady…), chciała, żebym poszedł do łazienki,
ale ja nie lubię tych pomieszczeń pełnych dziwnych sprzętów. Nie
zmuszała mnie do tego, pewnie się bała, że ją ugryzę. W końcu stałem na
balkonie szorowany gąbką i specjalnym szamponem. Fuj! Potem trzeba było
mnie jakoś nazwać. Kiedyś miałem imię niestety nie mogłem przekazać
mojej nowej pani jak ono brzmiało. Wołała więc do mnie różne dziwne
słowa ( Kufel!- czy ja wyglądam jak szklanka? Killer!- chyba prędzej
kilerów dwóch…) Nie było końca tego wymyślania, trzeba jej przyznać, że
ma dziewczyna wyobraźnię. W końcu zaczęła coś opowiadać o śwince Pepie,
kreskówce dla ludzkich szczeniaków. To było to! Ale nie mogłem zostać Pepą, wiec zostałem Pepem. Pepe tak mam od tej pory na imię. Bywam też biała parówą, ale to taki nasz żarcik.
Nadchodziła pierwsza noc w nowym miejscu. Ja byłem wykończony, a pani bała się o
zastępy butów stojących w korytarzu. Helloł! Ja jadam karmę, nie buty!
One są niesmaczne! Ale ona miała jakieś słabe informacje i myślała, że
jej te buty zjem. Jaka była szczęśliwa od rana kiedy patrzyłem jednym
okiem jak wkracza do kuchni! Tak zaczęło się nasze wspólne życie.
Nie ciągnę już na smyczy. Pani znalazła coś co zakłada mi
na pysk i nazywa kantarem. Jak ciągnę mając to na pysku podpięte do
smyczy to wykrzywia mi się całą głowa. Jak wykrzywi mi się głowa nic nie
widzę, więc nie ciągnę. Chodzimy na długie spacery, chodzimy na roli (
od domu ciągnę ja, od domu ciągnie mnie pani, bo jak na staruszka
przystało szybko się męczę). Pani mówi, że jestem też dogoterapeutą. Nie
wiem co to znaczy bo ja tylko leżę i daję się głaskać siostrzenicy
mojej pani kiedy ona ma rehabilitację. Potem to ludzkie szczenie wsiada
mi na grzbiet i każe się wozić, albo kładziemy się razem na podłodze i
oglądamy czarny obraz który wisi na ścianie i wydaje odgłosy. Jestem też
podróżnikiem. Często jeżdżę pociągami i samochodem. Bardzo lubię jedno i
drugie. Bardzo lubię jeździć do domu mamy mojej pani. Jest tam fajna
suczka spanielka, straszna despotka. Przegania mnie po kątach i nie
pozwala wchodzić do kuchni. Uciekam jej z drogi, pozwalam nawet
opróżniać moją miskę z karmą. Ah, kobiety.Pani mówi, że jestem niezdarą,
ale do mnie po prostu zawsze się coś przyplątuje. Najprzyjemniej jest
jak wracam ze spaceru do domu, kładę się obok pani, ona drapie mnie i
głaszczę a ja śpię leżąc na plecach cały wygięty. Pani mówi, że jestem
uroczy i grzeczny, ja przez skromność nie zaprzeczę. Bardzo lubię innych
ludzi, oni są tacy mili kiedy nakłaniam ich do drapania mnie i
głaskania. Umiem nawet zrobić parę sztuczek, ale nie ma nic za darmo.
Ciacho w ręku musi być, żebym wiedział po co siadam i podaję łapę. Jako
zabawki używam kamieni, bardzo lubię cegły, niedługo od tego pozbędę się
wszystkich zębów, ale warto dla tego smaku i zapachu!
Z każdego psa można zrobić mordercę, nie każdego można socjalizować. Z
Pepe się udało. Jest ulubieńcem całej rodziny, kocha szczerze całym
swoim psim sercem i swoim zachowaniem odwdzięcza się za całe dobro,
które otrzymał. Nadal miewa senne koszmary, ale na całe szczęście zawsze
jest obok niego ktoś kto uparcie go wtedy budzi 🙂
Nowoczesne psy
Otoczeni,środowisko wpływają silnie na rozwój i zachowanie zwierzęcia,Wyrażne różnice w zachowaniu psa zależą m.in. od miejsca i sposobu zamieszkania,a także od trybu,rodzaju życia i charakteru właścicielii zwyczajów jakie panują wśród nich.
Z moich wypraw z psem i konsultacji w różnorakie,znane lub mniej znane miejsca,poznając różnych właścicieli psów,podzieliłam psy na:
*PSY WIEJSKIE-niewolnicy zwyczajów
-zwane ,,typowe burki",zazwyczaj kundelki przy budach lub w ciasnych kojcach,głośne,agresywne,mało kontaktowe;
nawet,gdy przejawiają wyglądem cechy psów rasowych-zaniedbane i zapuszczone.
To psy ,które oprócz swojego otoczenia,nie znają innego środowiska,rzadko lub nigdy wpuszczane do domu,czasami w mrożne noce śpiące w garażach lub wiatrołapach.Bez reszty oddane gospodarzom.Widoczne w tradycyjnych obejściach na wsi.To psy nieszczęśliwe.
*PSY OGRODOWE-marzące
-to nowy ,,rodzaj ",zazwyczaj przy pięknych ,wypielęgnowanych domach,biegają po posesji rasowe,piękne psy.Podobnie jak w/w nieznające innego świata.Rzadko lub nigdy opuszczające teren posesji,pozostawione same sobie,wykazują dużą agresję wobec psów i ludzi przechodzących obok.Samodzielne ponad miarę,z nudów niszczą ,kopią doły,uciekają urozmaicając sobie w ten sposób czas.
Mimo warunków,wygodnego legowiska i markowej karmy- niespełniony potencjał,ich żywot zbytnio nie różni się od psa wiejskiego w kojcu.Powoli dziczeją,nie potrafiąc nawiązać poprawnych kontaktów socjalizacyjnych z innymi psami,czują się ,,niepotrzebne",żebrzą o najmniejszy kontakt ze swoimi właścicielami.Często widoczne na przedmieściach,jako ozdoba ogrodu lub ,,modny "stróż domu,gdy siedzą oparte o płot wpatrzone smutnym wzrokiem w dal- to psy marzące…
*PSY MIEJSKIE-szczekusie
to psy znające środowisko miejskie,przyroda i przestrzeń znana im tylko z parków lub pobliskiego skwerku,najczęściej ograniczana smyczą; to psy małe,rasowe lub w typie rasy,często wykazujące otyłość,niezbyt przychylne wobec obcych i innych psów.Mieszkanie,balkon,klatka schodowa to ich prywatny teren, głośno o tym oznajmiają.Psy te (wbrew naturze)potrafią dość długo wytrzymać bez wypróżniania się(8-14h)same w mieszkaniu;zazwyczaj zadbane i ubierane w wymyślne kubraczki,wrażliwe i delikatne,lubią jazdę autem(to ich drugi dom),spacerki do hipermarketu lub wokół bloku.Zapatrzone w swoich właścicieli,mimo minimalistycznych,trudniejszych warunków i ograniczonej miejskiej przestrzeni,wykazują większe ,,poczucie spełnienia"towarzysząc swojej rodzinie-stadu w codziennych ,drobnych sprawach.Dożywają póżnego wieku.Mają często swoich wybranych ,,psich kumpli" z podwórka,zawsze te same ulubione trasy ,ścieżki,drzewka i miejsca.To psy wykazujące w nowym,innym otoczeniu dezorientację i strach-najszczęśliwsze na tapczanie przed telewizorem obok swojego Pana.
*PSY NOWOCZESNE
Psy od początku przebywające z właścicielem(ami)aktywnie uczestniczące w ich życiu bez względu na środowisko (wieś czy miasto)traktowane jak pełnoprawny członek rodziny,potrafiące zachować się w każdej sytuacji;wspólne wyjazdy,wakacje ,zmiana otoczenia nie działa na nie stresująco.Częste zmiany wpływają na ich rozwój korzystnie.Tolerancyjne wobec innych zwierząt,przyjęcie nowego mieszkańca-psa lub kota nie jest problemem,przyjazne wobec innych .Robią wrażenie jakby miały poczucie,,misji",są zrównoważone,znakomicie odnajdują się w tłumie miejskim,na lotnisku ,czy na spacerze w lesie.Często są to psy pracujące(pies tropiący,poszukujący, dogoterapia,przewodnik,towarzysz).Zadbane,ale nie przesadnie.Nierzadko biorą udział w psich sportach,zlotach lub wystawach,są prawdziwymi kompanami i przyjaciółmi człowieka-to psy najszczęśliwsze,spełnione,rozwinięte pod każdym względem.Nierzadko towarzyszące i akceptowane w pracy właściciela.Kochane przez wszystkich w rodzinie
Psy te bez względu gdzie mieszkają nie wykazują nieporządanych zachowań psów wiejskich,ogrodowych i miejskich.
Czesanie na f
Czesanie ,wyczesywanie,rozczesywanie pielęgnacja (szczególnie własnego )psa lub kota to rytuał zbliżenia,nawiązania kontaktu jednego z najbardziej intymnych.
Zawsze byłam pełna podziwu dla wielu właścicieli na wystawach,gdzie psy/koty grzecznie stały prężąc się i nastawiając całe ciało do czesania,nie wyrywając się,traktując to jak coś przyjemnego,oczywistego.Cierpliwość i dokładność oraz niezwykła pasja z jaką ludzie pielęgnują swoje zwierzaki jest naprawdę niezwykła.
Nie wynika to tylko z chęci pokazania psa lub kota przed publiką dla zaspokojenia swojej próżności i chęci rywalizacji,to coś więcej.
To także manifestacja oddania i opieki działająca w obie strony.
To dowód na to ,że dwa odrębne gatunki ssaków,mogą nawiązać ścisły kontakt,nie za pomocą jedzenia,tresury,lub walki lecz czynności cechującej człowieka
Wreszcie odkryłam TO po wielu latach ciągłej męki,gonitwy po domu,namawiania,przekupywania i szarpaniny ze szczotkami,rękawicami i z różnymi rodzajami grzebieniami w ręku za moimi zwierzakami.
Nowość na rynku-grzebień-szczotka o niepozornym(wręcz grożnym) wyglądzie,spowodował ,że moje zwierzaki widząc jak wyjmuję go z szafki, same przychodzą i przepychają się by je czesać:psy i koty wiją się u moich nóg domagając się uwagi-nawet stare,kapryśne koty,których nigdy w życiu nie mogłam dotknąć nawet ,,grzebyczkiem do brwi":)
Przyznaję się,czesanie nie jest regularne-nie wystawiam swoich nie rasowców,ale chcę by były ładne i zadbane-raz w tygodniu,czasami codziennie,czasami raz w miesiącu czeszę-jednak efekty widać gołym okiem.
Sukcesywnie pozbywam się zalegających kłaków w domu,psy i koty mniej linieją,mniej brudzą,prawdopodobnie za kilka miesięcy żaden pedant lub przewrażliwiona koleżanka,nie znajdą nawet najmniejszego kłaczka w moim domu.
Psy mają lśniącą,gęstą sierść,koty także.Wszystkie czeszę równo,tym samym przyrządem po kilkanaście minut.Przyrząd łapie krótką i dłuższą sierść nie wyrywając jej;sprawia ,że też zwierzaki czują przyjemność-nie tylko z powodu pozbywania się uciążliwego podszerstka,ale też masażu ,mimo iż za bardzo się nie staram i nie jestem przesadnie delikatna a przyrząd to połączenie metalu i plastiku(a nie jest zrobiony np:końskiego włosia czy innych kombinacji).
Na przyrządzie nie zostają resztki z poprzedniego czesania,nie wyrywam i nie szarpię się z ząbkami-obsługa jest banalnie prosta i bardzo bezpieczna.
Brawo dla wynalazcy!!!
Celowo nie podam nazwy tego urządzenia,od tego są spece od reklamy.
Kto interesuje się tym zagadnieniem i szuka najlepszego z najlepszych w walce z liniejącymi zwierzakami,znajdzie ten przyrząd w dobrym sklepie zoologicznym lub w internecie.
Zaczyna się na F…:)
